aktorzy z filmu gwiezdne wojny
Ręcznie napisany scenariusz włożył do skórzanej teczki z wytłoczonym napisem „Gwiezdne wojny", który zamówił specjalnie na tę okazję, i przekazał swojemu agentowi Jeffowi Borgowi
Pełna obsada filmu Gwiezdne wojny: Część II Atak klonów (2002) - Demokratyczne rządy Republiki są zagrożone przez podstępnego hrabiego Dooku. Tymczasem Anakin Skywalker łamie reguły zakonu Jedi
Na finisz twórcy filmu Gwiezdne wojny 9 Skywalker. Odrodzenie ekino decydują się w końcu odsłonić tajemnice dotyczące postaci Rey. Jedna z najbardziej palących niewiadomych odrodzonej serii zostaje wyjaśniona, choć przedstawione przez scenarzystów wyjaśnienie prawdopodobnie nie zakończy debaty na temat głównej bohaterki.
Pełna obsada filmu Łotr 1. Gwiezdne wojny historie (2016) - Młoda rebeliantka Jyn Erso i jej towarzysze otrzymują niezwykłe niebezpieczne zadanie, polegające na kradzieży planów nowej broni
Jan Jakub Wecsile (dialogi w polskim dubbingu) Waldemar Modestowicz (reżyser dubbingu PL) Pełna obsada filmu Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy (2015) - Imperium zostaje zastąpione przez Najwyższy Porządek, który dąży do zdobycia władzy nad galaktyką.
Site De Rencontre Pour Femmes Et Hommes Mariés. Czy pamiętasz najpopularniejsze filmy i seriale lat 90.? Jeśli tak, nie będziesz miał problemu ze zdobyciem kompletu punktów. W tym quizie prezentujemy Wam 20 kadrów z produkcji końca XX wieku. Życzymy powodzenia! Foto: Materiały prasowe Filmy i seriale lat 90. Rozpoznasz je po kadrze? 1. Czas na rozgrzewkę! Co to za serial? "Jak poznałem waszą matkę" Przyjaciele Następne pytanie Serial śledzi losy szóstki przyjaciół, mieszkających na nowojorskim Manhattanie: Rachel, Moniki i Phoebe oraz Rossa, Chandlera i Joeya. Każdy z nich to inna osobowość i temperament, co często owocuje zabawnymi nieporozumieniami. Jednak przyjaciele zawsze znajdują jakieś szczęśliwe rozwiązanie, bo stanowią dla siebie oparcie w zmaganiach z problemami. 2. Z której części "Psów" pochodzi ten kadr? "Psy II: Ostatnia krew" Następne pytanie Franciszek "Franz" Maurer opuszcza więzienie po czterech latach odsiadki. Spotyka go dawny znajomy, handlarz bronią - Radosław Wolf i proponuje Franzowi interes za grube pieniądze: kupno i przemyt rosyjskiej broni do terenów byłej Jugosławii. 3. Kadr z którego serialu prezentujemy na zdjęciu? "Seks w wielkim mieście" Następne pytanie Akcja toczyła się w luksusowym przedmieściu fikcyjnego miasta Fairview, przy ulicy Wisteria Lane. Sąsiadki, pozornie idealne amerykańskie panie domu, nie tylko zmagały się z szarą rzeczywistością. Próbowały przy tym też odkryć mroczną tajemnicę ich zmarłej przyjaciółki oraz każdego następnego sąsiada, jaki się tam sprowadzał. Serial jest mieszanką różnych gatunków telewizyjnych jak komedii, dramatu, kryminału i klasycznej opery mydlanej. 4. To serial, który cieszył się ogromną popularnością w latach 90. A czy produkowano go także po 2000 r.? Tak Następne pytanie Serial był produkowany bez przerw do 2002 r., a w 2015 r. firma Fox Broadcasting Company podpisała umowę o wyprodukowanie dziesiątego sezonu serialu złożonego z sześciu odcinków. Pierwszy odcinek nowej serii został wyemitowany 24 stycznia 2016 na kanale FOX, a w Polsce dzień później na kanale FOX Polska. 5. Kadr, z którego polskiego filmu prezentujemy poniżej? "Ogniem i mieczem" Następne pytanie Równocześnie z wersją kinową wyprodukowano wersję telewizyjną – miniserial pod tym samym tytułem z 2000 r. 6. To film w reżyserii Wojciecha Marczewskiego z 1990 r. Jak się nazywa? "Podwójne życie Weroniki" "Ucieczka z kina wolność" "Ucieczka z kina wolność" Następne pytanie Zbuntowani aktorzy na ekranie nie chcą dalej grać swych fałszywych, ogłupiających ról. Próbują im w tym przeszkodzić histeryczne, pełne paniki reprymendy dobiegające z widowni: to przedstawiciele komisji starają się zagłuszyć swoją bezradność. 7. To serial "Ostry dyżur" czy "Chirurdzy"? "Ostry dyżur" Następne pytanie Każdy odcinek tego ciągle popularnego serialu opowiada o kolejnym dniu na oddziale ostrego dyżuru w jednym z chicagowskich szpitali. 8. To kadr z której części trylogii Krzysztofa Kieślowskiego? "Trzy kolory. Niebieski" Następne pytanie Tytuły poszczególnych filmów wchodzących w skład cyklu nawiązują do kolorów francuskiej flagi. Historie w nich opowiedziane opierają się na haśle Wolność, równość, braterstwo (fr. Liberté-Égalité-Fraternité), pochodzącym z czasów rewolucji francuskiej. W każdym filmie opowiedziane są niezależne od siebie historie, w każdym występują inni aktorzy, ale główni bohaterowie poszczególnych "kolorów" spotykają się ze sobą w finałowej scenie "Czerwonego". 9. To kadr z filmu: "Notting Hill" Następne pytanie On jest zwykłym szarakiem, prowadzącym księgarnię w tytułowej dzielnicy Londynu. Ona – wielką hollywoodzką gwiazdą. W normalnym świecie taki związek nie miałby szans zaistnieć. Roger Michell przy współpracy ze scenarzystą Richardem Curtisem stworzył jednak taki film, dzięki któremu jesteśmy w stanie uwierzyć w taką miłość. Julia Roberts i Hugh Grant stali się pierwszoligowymi gwiazdami Hollywood po premierze tej produkcji. 10. Tu może być nieco trudniej. O który film pytamy? "Podwójne życie Weroniki" "Rozmowy kontrolowane" Następne pytanie Ryszard Ochódzki, skutkiem słabości do kobiet, pieniędzy i szemranych interesów ze Służbą Bezpieczeństwa, zostaje uwikłany w wojnę polsko-jaruzelską. Zbieg okoliczności powoduje, że z ubeckiej wtyki, którą miał zostać, staje się bohaterem opozycji. 11. To kadr z filmu... "Młode wilki" Następne pytanie Biedrona, Cichy i Cobra, mający po 19 lat, są przemytnikami pracującymi dla Czarnego - szefa gangu przemytników. Gdy nagle Chmielewski, najbogatszy człowiek w Szczecinie, rezygnuje z interesów z Czarnym, chłopcy muszą dalej radzić sobie sami. 12. Na poniższym zdjęciu przedstawiamy Wam głównych aktorów pewnego serialu. Którego? "Gdzie diabeł mówi dobranoc" "Przystanek Alaska" Następne pytanie W Polsce nie tylko zyskał wielką popularność, ale i obrósł pewnym kultem. 13. To kadr z "Kilera" czy "Kiler-ów 2-óch"? "Kilera" Następne pytanie Bohaterem filmu jest tytułowy taksówkarz Jerzy Kiler (Cezary Pazura), który zostaje wrobiony w morderstwo gangstera i próbuje bezskutecznie udowodnić swoją niewinność. Film odniósł wielki sukces komercyjny (obejrzało go około 2 mln widzów). 14. Na zdjęciu prezentujemy ekipę policjantów z serialu: "Złotopolscy" Następne pytanie Pierwsze trzy pilotowe odcinki wyświetlono na antenie TVP1 23, 24 i 25 czerwca 1997 w ramach konkursu na nową polską telenowelę, w którym rywalizowały także "Zaklęta" i "Klan". Mimo zajęcia drugiego miejsca serial skierowano do produkcji, ale na potrzeby TVP2. 15. A czy serial, o który pytaliśmy powyżej, jest wciąż produkowany? Nie Następne pytanie Jesienią 2010 dyrekcja TVP2 podała do wiadomości, że z powodu malejącej oglądalności zakończyła produkcję "Złotopolskich", tym samym zdejmując serial z anteny po 13 latach emisji. 16. To może być trudne pytanie! Kadr z którego polskiego serialu prezentujemy poniżej? "Tajemnica Sagali" Następne pytanie Bohaterami filmu są dwaj bracia mieszkający w Warszawie: Kuba i Jacek. Muszą odnaleźć siedem części tajemniczego kamienia nazywanego Sagalą. Sagala to obdarzony potężną mocą kamień, który spadł z kosmosu. Przed wiekami, gdy ziemia była rajem, służył on ludziom, którzy mogli mieć wszystko, korzystając w imię dobra z mocy magicznego kamienia. Strażnik kamienia nazywa się Jarpen. Ponieważ ludzie nadużywali mocy kamienia dla zaspokojenia swojej chciwości, Sagala została rozbita na wiele części. 17. To kadr z jedynej części "Gwiedznych wojen" nakręconej w latach 90. Mowa o: "Gwiezdne wojny: część IV – Nowa nadzieja" "Gwiezdne wojny: część I – Mroczne widmo" "Gwiezdne wojny: część VI – Powrót Jedi" "Gwiezdne wojny: część I – Mroczne widmo" Następne pytanie Chronologicznie pierwsza część sagi Gwiezdne wojny, powstała w 1999 r. jako czwarty z kolei film. Jej reżyserem jest George Lucas. Film opowiada o dzieciństwie Anakina Skywalkera. 10 lutego 2012 do polskich kin trafiła wersja w 3D. 18. To Antony Hopkins w filmie: "Milczenie owiec" Następne pytanie Film zajął drugie miejsce w rankingu na najbardziej przerażający film wszech czasów przeprowadzonym przez magazyn "Giant" w 2005 r. 19. Który z tych filmów miał swoją premierę w latach 90.? "U Pana Boga za piecem" Następne pytanie Wschodnią granicę Polski przekracza autobus pełen drobnych handlarzy zza Buga, udających się na przygraniczny bazar. W lesie autobus napada banda reketierów, dowodzonych przez pewnego Ukraińca, kamuflującego się pod pseudonimem Gruzin. 20. Ostatnie pytanie! To Karolina Rosińska i Sławomir Fedorowicz w filmie: "Uprowadzenie Agaty" Następne pytanie Historia Moniki Kern i jej wybranka była gotowym materiałem na film. I za sprawą Marka Piwowskiego filmem w końcu się stała. Twój wynik: Mogło być lepiej! W tym quizie nie poszło Ci zbyt dobrze, ale w kolejnych na pewno poradzisz sobie o wiele lepiej! Twój wynik: Dobry wynik! Dobrze Ci poszło. Pochwal się wynikiem znajomym, wyślij im ten quiz i sprawdź, czy poradzą sobie tak dobrze, jak Ty! Twój wynik: Świetnie Ci poszło! Doskonały wynik! Lata 90. nie mają przed Tobą żadnych tajemnic. Podziel się quizem ze znajomymi i sprawdź, czy poradzą sobie tak dobrze, jak Ty! Data utworzenia: 23 lipca 2022 08:07 To również Cię zainteresuje Masz ciekawy temat? Napisz do nas list! Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Znajdziecie je tutaj.
boski film, kultowy po prostuUwielbiamy Gwiezdne wojny!Mi jest żal Padme i Anakina. Los Vadera jest dla mnie jednym z pewno obejrzę, może nie jutro, ale w najbliższym czasieNajnowsze komentarze (69)Byłam - rewelacja, warto było czekać :)Szkoda, że Han Solo ginie w Przebudzeniu Mocy...Najlepsza seria jaką w życiu widziałam! Dzisiaj byłam na epizodzie 7 i jestem zachwycona!zachęcam z własnego doświadczenia do lokaty w BGŻ OPTIMAOgladalam juz tyle razy ...,ze az obejrze wszystkie czesci, w raz z ta najnowsza ( w kinie) ;-))przeciez to screeny z filmu!Już mam bilety i nie mogę się doczekać. Pierwszy raz byłam w kinie na Imperium Kontratakuje w 1983 roku i od tej pory jestem totalnie uzależniona. Mam nawet figurki z pierwszej serii. Niech Moc będzie z wami !Byłem na nocnym pokazie. Niedawno wróciłem.... daje radę! Ale chciwość kin nie zna granic. Film miał zacząć się o reklamy trwały 45 min!!! Cinema City solo umiera, zabil go jego syn Kylo Ren aka Ben 5/10Hans Solo UMRZE!!! SYN GO ZABIJE!Hans Solo UMRZE!!! SYN GO ZABIJE!Jak żal mi tej dzieciny, a bardziej jej ja uwielbiam Anakina Vadera Skywalkera 😍 Zresztą wszystkie postaci i części są zajedżebiste 👍👍👍A oco chodzi w tym filmie
Taika Waititi został zapytany o postęp prac nad nową częścią "Gwiezdnych Wojen", za którą ma odpowiadać. Filmowiec uchylił rąbka tajemnicy na temat produkcji. Jakiś czas temu potwierdzono, że Taika Waititi wziął pod swoje skrzydła jeden z nadchodzących filmów z serii "Gwiezdne Wojny". Na temat produkcji nie pojawiło się jednak zbyt wiele informacji. Czy reżyser nadal jest zaangażowany w przedsięwzięcie?"Gwiezdne Wojny": Taika Waititi nadal pracuje nad filmem?W ostatnim czasie Waititi jest niezwykle zapracowany. Nie dość, że nadzoruje pracę na planie filmu "Thor: Love and Thunder", to wystąpił w takich produkcjach jak "Free Guy" i "Legion samobójców: The Suicide Squad". Zobacz także Fani "Star Wars" czekają jednak na szczegóły dotyczące części kosmicznej sagi, za którą odpowie nowozelandzki filmowiec. Waititi udzielił wywiadu portalowi Wired, w którym został zapytany o postęp prac nad nowymi "Gwiezdnymi Wojnami", o których ostatnio było bardzo cicho. Nadal są w "PRZESTRZENI ZEWNĘTRZNEJ" (śmiech). Ale mamy już fabułę. Jestem tym filmem naprawdę podekscytowany, ponieważ czuję, że jest bardzo mój. Ostatnie zdanie z wypowiedzi Waititiego oznacza, że jego "Gwiezdne Wojny" mogą się znacznie różnić od tego, do czego przyzwyczaili się fani serii. Twórca słynie ze swojego zacięcia komediowego i niewykluczone, że reżyserowany przez niego film "Star Wars" będzie miał o wiele więcej wątków humorystycznych niż dotychczasowe produkcje z jednak, że powstał już zarys scenariusza, co oznacza, że twórcy są na dobrej drodze, by wcielić pomysły w życie. Na razie "Gwiezdne Wojny" Taiki Waititiego są owiane tajemnicą. Za scenariusz filmu odpowie Krysty Wilson-Cairns. Waititi miał już do czynienia ze "Star Wars". Użyczał głosu droidowi IG-11 z serialu "The Mandalorian" i wyreżyserował finał pierwszego sezonu produkcji. "Gwiezdne Wojny" - kiedy premiera filmu Taiki Waititiego?Na razie trudno przewidzieć, kiedy "Star Wars" w reżyserii Waititiego trafi do kin. Disney w swoim harmonogramie dotyczącym "Gwiezdnych Wojen" ma zarezerwowanych kilka terminów dla innych powstających produkcji. "Rogue Squadron" w reżyserii Patty Jenkins zadebiutuje 22 grudnia 2023 roku. Na horyzoncie są też filmy, za które odpowiedzą Kevin Feige i scenarzysta "Lokiego" Michael Waldron oraz produkcja Dillarda i Matta Owensa. Fani Taiki Waititiego muszą się więc uzbroić w cierpliwość. Squadron
Wojciech Obremski 19 grudnia 2019 08:05 08:05 0 Komentarze Akcja, niesamowite efekty specjalne, ale także miłość, poświęcenie i odkupienie - to wszystko jest w epopei Georga Lucasa ©fot. materiały promocyjne - Jedną z podstawowych wizji, które od samego początku mi towarzyszyły, była walka tocząca się w przestrzeni kosmicznej - dwa statki kosmiczne latają i strzelają do siebie nawzajem. To był mój pierwotny zamysł. Powiedziałem sobie, że chcę zrobić taki film. Chcę to zobaczyć - tak wspominał swoje początki z gwiezdną sagą George Lucas, ojciec najbardziej dochodowego cyklu filmowego w historii. Historii, która trwa już 42 lata, a na jej kolejny rozdział czekają miliony fanów na całym świecie. Akcja, niesamowite efekty specjalne, ale także miłość, poświęcenie i odkupienie - to wszystko jest w epopei Georga Lucasa ©fot. materiały promocyjne Jest 1 maja 1977 roku, USA, Northpoint Theater w San Francisco. Za chwilę po raz pierwszy widzowie usłyszą charakterystyczną muzykę Johna Williamsa i odpływające w przestrzeń kosmiczną żółte napisy. W kinie gasną światła. Marcia Lucas, żona Georga, szepcze mężowi do ucha: - Jeżeli widownia nie zacznie wiwatować, kiedy Han Solo w ostatniej chwili przyleci z pomocą Luke’owi ściganemu przez Dartha Vadera, to będzie znak, że mamy totalną klapę. ZOBACZ TEŻ | QUIZ: CZY JESTEŚ PRAWDZIWYM FANEM GWIEZDNYCH WOJEN?Obawy te okazują się bezpodstawne. Już pierwsza scena przedstawiająca ogromny niszczyciel imperium wprawia widownię w dziki zachwyt, zaś kolejne momenty, włączając w to zniszczenie Gwiazdy Śmierci, sprawiają, że publiczność szaleje. Lucas wzdycha z poczuciem ulgi. Już wie, że odtąd nic w kinie rozrywkowym nie będzie takie samo. I to za jego sprawą. „Nie nakręcimy czegoś takiego”Pomysł na nakręcenie „Gwiezdnych wojen” (tak roboczo nazwano pierwszą wersję scenariusza) narodził się w głowie Lucasa cztery lata wcześniej. Powstał 14-stronicowy projekt, który, jak przyznawał po latach reżyser, nawet jemu samemu wydawał się niedopracowany. Obawy Lucasa potwierdził jego agent Jeff Borg, który nie owijając w bawełnę, oświadczył, że… nie rozumie z tekstu ani słowa. Zawiózł jednak scenariusz do wytwórni United Artist, która kilka dni później odpowiedziała, że „nie zamierza nakręcić czegoś takiego”. Obaj panowie wcale się nie zdziwili, ale też nie poddali. Przekazali scenariusz do studia Universal (które również powiedziało „nie”) i - mniej więcej w tym samym czasie - do 20th Century Fox, którego szef Alan Ladd zaprosił Lucasa na rozmowę. W Polsce wszedł on na ekrany w 1979 roku, a zatytułowano go „Wojny gwiazd”. Obejrzało go 5,5 mln widzów20th Century Fox interesowały produkcje o tematyce science fiction. Nic dziwnego, kosmos wciąż był na topie. Niedawno zakończono program Apollo, planowano też budowę wahadłowców, zaś wytwórnia chyliła się ku upadkowi i nie miała zbyt wiele do stracenia. Jednak nie zamierzała przeznaczyć na, jakby nie patrzeć, ryzykowny projekt aż 3 milionów dolarów. Lucas był gotów przystać na zmniejszenie budżetu, zażądał jednak, by sprawy finansowe były kontrolowane przez jego niewielką firmę Lucasfilm. Z kolei 20th Century Fox dało do zrozumienia, że w każdej chwili może zerwać rozmowy. Los realizacji „Gwiezdnych wojen” wydawał się wciąż niepewny. Han Solo zielonym potworemW maju 1974 roku jest gotowa pierwsza oficjalna wersja scenariusza. Głównym bohaterem filmu ma być niejaki Annikin (nie mylić z późniejszym Anakinem), który pod czujnym okiem generała Luke’a Skywalkera (we wcześniejszej opcji: Starkillera) szkoli się na tzw. Jedi Bendu. W scenariuszu znalazło się też miejsce dla, a jakże, Hana Solo. Szkoda tylko, że miał nim być … wielki, zielony potwór ze skrzelami i bez nosa. Była także księżniczka, 14-letnia łobuziara oraz ważny stopniem Darth Vader, który wszystkich wokół pozdrawiał słowami: „niech moc będzie z tobą”. W scenariuszu nie było za to nic o charakterystycznym oddechu i jeszcze bardziej rozpoznawalnej dziś masce Vadera. Jak widać, ta wersja scenariusza również nie była doskonała, ba, wstydził się jej nawet sam Lucas. Na szczęście rok później tekst zmodyfikowano do stopnia, który znamy z ekranu. O projekcie zrobiło się głośno w całym Hollywood, toteż nic dziwnego, że casting przyciągnął takie gwiazdy jak John Travolta, Nick Nolte czy Tommy Lee Jones. Były też sytuacje odwrotne - aktorzy, których Lucas wybrał do zagrania Obi - Wana - Kenobiego i gubernatora Tarkina (sir Alec Guinness i Peter Cushing) jeszcze wiele lat później wspominali, że mało co rozumieli ze scenariusza, a zagrać zgodzili się wyłącznie dla pieniędzy. Czytaj treści premium w Polsce Plus Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.
Przygody Luke’a Skywalkera i spółki były moim oczkiem w głowie od momentu, kiedy obejrzałem Epizody IV-VI gdzieś w połowie lat osiemdziesiątych. Całą trylogię szybko znałem na pamięć, puszczając ją w kółko z kaset VHS, zatem ogrywanie kolejnych gier ze świata „Gwiezdnych Wojen” było naturalną koleją rzeczy. Zarówno na komputerach, konsolach, jak i automatach arcade wszędzie, gdzie tylko mogłem, sprawdzałem kolejne tytuły. Ależ w nich się działo: kosmiczne bitwy między siłami Rebelii i Imperium, pojedynki na miecze świetlne, przedzieranie się przez korytarze pełne szturmowców oraz popiskiwanie R2D2. To były setki godzin przegranych z wypiekami na twarzy, które warte są przypomnienia. I tak powstała poniższa lista dziesięciu moich najważniejszych wspomnień związanych z grami z tego uniwersum. The Empire Strikes Back (1982) Ta gra kupiła mnie okładką, na której imperialna maszyna AT-AT majestatycznie kroczyła w kierunku bazy rebeliantów na mroźnej planecie Hoth, a mały Snowspeeder strzelał do niej z laserowych działek. Doskonale kojarzyłem tę scenę. W końcu regularnie oglądałem początkowy fragment „Imperium kontratakuje” przyniesiony zresztą na kasecie wideo z giełdy. Garażowy lektor czytał w nim nazwę Eskadry Łotrów jako „Wiedźmy” albo „Szelmy”. Tyle wystarczyło, żeby moja młodzieńcza wyobraźnia weszła na najwyższe obroty. Wreszcie mogłem chwycić za joystick i sprawdzić się jako pilot Rebelii! Przy okazji to była jedna z pierwszych oryginalnych gier, jakie widziałem na własne oczy. W dodatku na rzadko spotykany u nas sprzęt, czyli Atari 2600. Jako że było to w drugiej połowie lat osiemdziesiątych, konsola miała już wtedy kilka lat na karku i oprawa The Empire Strikes Back trąciła myszką. Tym bardziej, że gdzieś tam na horyzoncie widziałem już pierwsze gry na Amigę. Cała grafika była umowna, chociaż delikatny efekt paralaksy tła potrafił zwrócić na siebie uwagę. Prosta produkcja zamknięta w 4-kilobajtowym (!) kartridżu przypominała mi zręcznościowy hit Defender i nawet działała w podobny sposób. Zamiast dziesiątków wrogich statków trzeba było jednak zniszczyć jedną konkretną maszynę, czyli AT-AT. Trochę powtarzalnego latania połączonego ze strzelaniem i w zasadzie tyle. Ale była w tym jakaś magia, czysta frajda z obcowania z grą z ulubionego filmu science fiction. Star Wars (1983) Musiało minąć sześć lat od kinowej premiery, zanim „Nowa nadzieja” doczekała się swojej pierwszej komputerowej adaptacji. Ale warto było czekać, ponieważ fani wreszcie dostali możliwość wskoczenia do kokpitu X-Winga i samodzielnego zmierzenia się z potęgą Imperium. Tytuł nazwany po prostu Star Wars dostępny na automatach (z późniejszymi portami na komputery domowe) okazał się niesamowitym spektaklem trójwymiarowej wektorowej grafiki, muzyki Johna Williamsa i dynamicznej akcji dziejącej się na ekranie. Gra bazowała na finalnych scenach „Nowej nadziei” rozgrywających się podczas nalotu na Gwiazdę Śmierci. Trzy etapy obejmujące walkę z myśliwcami TIE, niszczenie dział na powierzchni i wreszcie szalony lot w szybie stacji bojowej stanowiły esencję tego, co wiązało się z filmem Lucasa. Powiedzmy szczerze: każdy chciał poczuć się jak Luke Skywalker odpalający torpedy w kierunku wąskiego szybu wentylacyjnego, a ta gra dawała te emocje. Zresztą oryginalny automat arcade w wersji tzw. Deluxe przypominający kokpit gwiezdnego myśliwca z dużym ekranem i solidnymi głośnikami, z których dobiegał głośników głos Bena „Use the Force” to było coś niesamowitego! Muszę przyznać, że kilka wersji tej gry przeniesionej na 8-bitowce również trzymało poziom. Chociaż rozgrywka była relatywnie krótka, chęć śrubowania wyników i próby rywalizacji na coraz wyższych poziomach trudności działały jak magnes. Super Star Wars (1992) Jeśli by spojrzeć na poziom frustracji, jakie może zaoferować gra, Super Star Wars ze SNES-a plasuje się na szczycie listy. Ten tytuł, a w zasadzie cała trylogia, należą do gier, które jednocześnie kocham i nienawidzę. Przekombinowane, trudne i niewybaczające błędów. Koszmar gracza. Gdyby dotyczyło to innych produkcji, pewnie nie zainteresowałbym się nimi na dłużej. Tymczasem tutaj raz, że miałem do czynienia z „Gwiezdnymi Wojnami”, a dwa wszystkie części SSW miały w sobie to coś, co nie pozwalało człowiekowi oderwać się od ekranu. Ich siłą napędową była różnorodność. Odwzorowano wszystkie ważne sceny z filmu, wiele z nich interpretując w dość ciekawy sposób. Wszystko zmieniało się jak w kalejdoskopie. W jednej chwili wspinałem się Luke’em na wielki pojazd handlarzy droidów na planecie Tatooine, żeby za moment pędzić śmigaczem po pustyni w kierunku Mos Eisley, a jeszcze później wskoczyć w futro Chewiego i strzelać z laserowej kuszy do szturmowców. Intensywność wrażeń na piątkę. Pozostałe dwie części trylogii opierały się na podobnym schemacie, czyli dużo biegania i strzelania poprzeplatanego sekcjami za sterami różnych pojazdów. Szczególnie dobrze wypadło Super Empire Strikes Back ze swoim kapitalnie przygotowanym etapem rozgrywającym się na Hoth. Pilotowanie Snowspeedera podczas obrony bazy przed nacierającymi siłami Imperium pokazane w ujęciu 2,5D (SNES-owy tryb Mode 7) to klasa sama dla siebie. Prawdziwa 16-bitowa perełka. X-Wing (1993) Dla tej produkcji gotów byłem zdradzić „Przyjaciółkę”, tak świetnie wyglądała. Gdzieś tam po cichu liczyłem, że skoro na Amigę 500 wydano port Wing Commandera (kiepski, ale jednak), to świeży hit od LucasArts też jakoś zmieści się choćby na 10 dyskietkach. Jednak postęp techniczny był nieubłagany i rozbudowane gry hulały tylko na PC, więc w końcu i ja przesiadłem się na blaszaka. Powiem wam: było warto jak diabli, bo X-Wing pochłonął mnie bez reszty. Świetnie przygotowany kosmiczny symulator, w którym mogłem stanąć po stronie Rebelii i walczyć z potężnym Imperium, pilotując statki znane z filmowej trylogii. Szybkim A-Wingiem toczyłem zacięte pojedynki z wszelakimi odmianami maszyn typu TIE, bombowcem Y-Wing niszczyłem silnie opancerzone jednostki wroga, a tytułowym X-Wingiem wspierałem swoją flotę w najtrudniejszych bitwach. Oprócz dobrego refleksu musiałem wykazać się sprytem przy zarządzaniu systemami statków (tarcze, lasery, silnik), przerzucając zasoby energii tam, gdzie były najbardziej potrzebne. Misje zostały świetnie zaprojektowane i spięte w fabularną kampanię z wieloma zadaniami pobocznymi, motywując tym samym do wyciskania z gry ostatnich soków. I to wszystko podane w szybkiej grafice 3D i systemie iMuse, dzięki któremu muzyka zmieniała się w zależności od intensywności akcji na ekranie. Jedyny minus X-Winga to sterowanie, a konkretnie konieczność posiadania joysticka, co w przypadku PC nie należało do oczywistości. Granie na samej klawiaturze było cholernie trudne i frustrujące. Żeby zostać asem lotniczym ruchu oporu, należało bezwzględnie zakupić drążek. Rebel Assault (1993) Prawdopodobnie najbardziej kontrowersyjna gra w tym zestawieniu, należąca do gatunku interaktywnych filmów ze wszystkimi wadami takiego rozwiązania. Rozgrywkę spłycono głównie do sterowania celownikiem na ekranie i strzelania do przeciwników. Akcja leciała jak po szynach po z góry przygotowanej ścieżce, a nad właściwą zabawą dominowało oglądanie scenek przerywnikowych. Co więc tak mocno utkwiło mi w pamięci w związku z Rebel Assault? Oczywiście oprawa. Kiedy gra ukazała się w 1993 roku, wyglądała obłędnie. Mnóstwo prerenderowanej grafiki, niesamowite modele statków kosmicznych (dużo lepsze niż proste bryły 3D) i dźwięk w wysokiej jakości z mnóstwem samplowanej mowy powodowały, że miałem wrażenie uczestnictwa w kolejnej odsłonie filmu. Lot w polu asteroid czy atak na Gwiazdę Śmierci nigdy wcześniej nie wyglądały tak dobrze, jak tutaj. Ponad 400 MB danych na krążku robiło wrażenie tym bardziej, że były to czasy, kiedy dyskietkowe tytuły pozostawały w powszechnym obiegu. Koledzy tłumnie przychodzili oglądać fajerwerki, jakie oferowała technologia CD-ROM. Posiadacze PC z miejsca planowali zakup nowego typu napędu, a właściciele Amig czuli się, jakby ktoś wbił im ostatni gwóźdź do trumny. Druga część wydana dwa lata później oferowała z grubsza to samo, tyle że miejsce rysowanych postaci zajęli prawdziwi aktorzy. Tym samym po raz pierwszy od „Powrotu Jedi” nakręcono nowe sceny do uniwersum „Gwiezdnych Wojen”. Dark Forces (1995) Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem zapowiedź Dark Forces, czułem, że spełnia się mój najwspanialszy sen gracza. Produkcja oparta o widok FPP à la Doom w połączeniu z klimatem „Gwiezdnych wojen”? To nie mogło się nie udać! I rzeczywiście: kiedy wreszcie odpaliłem ten świeży hit od LucasArts, byłem już pewien, że gra trafiła idealnie w moje oczekiwania. Otrzymałem osobną pełnoprawną historię rozgrywającą się obok filmowych wydarzeń gdzieś pomiędzy epizodem IV a V. Główny bohater Kyle Katarn okazał się klawym gościem, który wspomagał rebeliantów w poszukiwaniu ukrytej placówki Imperium, gdzie szkolono elitarne jednostki Dark Trooperów. W fabułę wpleciono Dartha Vadera, Jabbę oraz Bobę Fetta występującego w roli jednego z przeciwników. Nie muszę dodawać, że przy takim pojedynku emocji nie brakowało. Zresztą pamiętnych momentów było mnóstwo, jak choćby wymiana ognia z zastępami szturmowców, kiedy używałem przeciwko nim ich własnej broni w postaci karabinu E-11. Dźwięk wystrzałów z niego mocno kojarzy się z filmową trylogią. Dark Forces nie było zwyczajnym klonem Dooma. Poszło o krok dalej, przecierając kolejne szlaki w gatunku FPS-ów. Miało techniczne nowinki w postaci rozglądania się w górę i dół, wciągającą fabułę obrazowaną przez scenki przerywnikowe, świetny balans między dużą dawką strzelania i kombinowania ze strategią przy przechodzeniu etapów. To było niczym ogrywanie tytułu, który spokojnie mógłby istnieć pod postacią kinowego spin-offu głównej serii. Jedi Knight: Dark Forces II (1997) Odkąd pamiętam w grach komputerowych bazujących na „Gwiezdnych wojnach” zawsze chciałem znaleźć odzwierciedlenie dwóch istotnych dla mnie rzeczy znanych z filmowej trylogii. Pierwszą była możliwość udziału w kosmicznych bitwach podczas pilotowania rebelianckich statków, co z nawiązką spełnił X-Wing wydany na PC. Druga sprawa to pojedynki na miecze świetlne. Wprawdzie takowe występowały w stareńkim Jedi Arena (jeszcze na Atari 2600), a później w serii Super Star Wars, ale brakowało im większej głębi. Rzekłbym, że nie czułem w tych tytułach oddania należnego szacunku dla tej kultowej broni. Musiałem więc poczekać do roku 1997, kiedy pojawił się Jedi Knight: Dark Forces II. Główny bohater Kyle Katarn, znany już z poprzedniej części, odkrył w sobie zadatki na prawdziwego Jedi, w związku z czym z przeciwnikami rozprawiał się nie tylko za pomocą blastera, ale przede wszystkim miecza świetlnego. Wyprowadzanie ciosów i parowanie laserowych strzałów uwalniało niesamowite pokłady grywalności. I to w fantastycznej jak na owe czasy grafice, wykorzystującej nowe akceleratory 3D, połączonej ze wstawkami filmowymi, w których grali prawdziwi aktorzy (solidny występ Jasona Courta w roli Kyle’a Katarna). Właśnie na to czekałem tyle lat! Dark Forces II jako pierwsza produkcja z serii „Star Wars” pozwalało mi podążać ścieżką rycerza Jedi, który potrafił używać Mocy oraz miał wybór opowiedzieć się po jej jasnej lub ciemnej stronie. Nie powiem – granie jako sprzymierzeniec Sithów było bardzo kuszące… Episode 1: Racer (1999) Premiera „Mrocznego widma” w 1999 roku pozostawiła mi spory niedosyt. Niby „Gwiezdne wojny” wracały, chociaż nie na miarę moich oczekiwań. Film w kilku miejscach się bronił, ale pamiętne wpadki z postacią Jar Jar Binksa na czele są wręcz niewybaczalne. Oficjalna gra oparta na wydarzeniach ze srebrnego ekranu pojawiła się na PlayStation mniej więcej w tym samym czasie i też okazała się, delikatnie mówiąc, przeciętna. I nagle jakby spod ziemi wyrósł Episode 1: Racer. Kto by przypuszczał, że wyścigi w świecie „Gwiezdnych Wojen” okażą się strzałem w dziesiątkę? Spece z LucasArts wzięli na warsztat jedną z niewielu dobrych scen z filmu, czyli zawody podów, będących w skrócie połączeniem gondoli i dwóch potężnych silników. Takie rydwany w klimacie SF. Episode 1: Racer ogrywałem na konsoli Nintendo 64 i było to fantastyczne doświadczenie głównie za sprawą nietypowo rozplanowanego sterowania. Gra miała opcję (o dziwo ukrytą!) korzystania z dwóch joypadów jednocześnie. W każdym z nich analogowa gałka służyła do kierowania jednym z silników: osobno lewym i prawym. Płynęły z tego zupełnie nowe doznania. Początkowo trudno mi było opanować pojazd, ale po odpowiednim treningu szalałem po galaktycznych trasach, pracując wręcz całym ciałem i przechylając się na różne strony podczas karkołomnych manewrów na ekranie. Pewnie moje wygibasy wyglądały co najmniej dziwnie, ale przecież walczyłem o tytuł najlepszego ściganta w galaktyce! Rogue Leader (2001) Atak rebeliantów na pierwszą Gwiazdę Śmierci i bitwa na planecie Hoth to dwa najbardziej eksploatowane motywy w grach z serii „Star Wars”. Wcześniej wspomniałem już kilka niezłych tytułów wykorzystujących te widowiskowe sceny, ale to, co pokazało Rogue Leader na konsoli GameCube, było wkroczeniem na zupełnie nowy poziom wrażeń. Śmiem twierdzić, że w momencie jej premiery żadna inna gra z tego uniwersum nie wyglądała lepiej. Było na co popatrzeć: obłędnie płynna animacja, kiedy X-Wing śmigał tuż nad powierzchnią imperialnej stacji bojowej, czy pompujące adrenalinę przeloty pod brzuchami maszyn AT-AT powodowały autentyczny opad szczęki. Każda misja stanowiła niesamowity spektakl, podczas którego wokół mnie toczyły się starcia wielu jednostek. Czarną pustkę kosmosu przecinały wstęgi laserowych wystrzałów, wielkie krążowniki eksplodowały, trawiąc ekran morzem ognia, a z głośników dobiegały okrzyki skrzydłowych. Bo w tej grze nie byłem skazany sam na siebie. Zgodnie z tytułem Rogue Leader do mojej dyspozycji pozostawiali inni piloci, czekający na wydanie rozkazów. To otwierało nowe możliwości taktyczne. Skrzydłowi czym prędzej udawali się we wskazane miejsce, żeby rozbić w pył myśliwce TIE, osłaniali moje plecy albo posłusznie wycofywali się na bezpieczne pozycje. Kapitalna sprawa. Ta produkcja wyrwała mi szmat czasu z życiorysu i zawsze świetnie się przy niej bawiłem. Ba! Nadal spędzam przy niej czas. To się nazywa piękna emerytura dla gry wideo. Knights of the Old Republic (2003) Jeśli miałbym wskazać jedną gwiezdnowojenną grę, która swoim rozmachem przyćmiła wszystkie wcześniejsze produkcje, to postawiłbym właśnie na KOTOR. Ten tytuł był ze wszech miar wielki: liczba planet, bohaterów czy bogactwo wyposażenia sprawiało, że miałem przed sobą niesamowicie rozbudowaną samodzielną opowieść, w którą można było wsiąknąć na dziesiątki godzin. Autorzy z BioWare podjęli dobrą decyzję, umieszczając akcję 4000 lat przed wydarzeniami z „Nowej nadziei”. Dało im to swobodę w tworzeniu fabuły pełnej zaskakujących zwrotów i pobocznych wątków oraz całej plejady nowych postaci. Wielką przyjemnością było uczestnictwo w tym precyzyjnie wykreowanym świecie, niby zupełnie świeżym i dalekim od filmowych wątków, ale jednak jakby znajomym, gdzie łatwo dało się odnaleźć. KOTOR miał dobre wzorce, jeśli chodzi o mechanikę, którą oparto na popularnym systemie d20. Jako wieloletni fan papierowych RPG czułem się jak ryba w wodzie, poruszając się wśród znanych mi zasad panujących w świecie gry. Zapoczątkowana wcześniej w Jedi Knight możliwość wyboru ścieżki między jasną a ciemną stroną mocy pozwalała decydować o rozwoju fabuły, odkrywając tym samym różne wątki. Ilość pracy włożona w przygotowanie linii dialogowych zależnych od sytuacji była jak na tamte czasy olbrzymia. Zresztą gdzie nie spojrzałem, widziałem duże przywiązanie twórców do detali, jak ślady butów pozostawiane na piaskach Tatooine czy trawa uginająca się pod stopami postaci na Kashyyyk. KOTOR to jedno z moich najwspanialszych wspomnień jako gracza w ogóle. Prawdziwy ponadczasowy tytuł. Artykuł ukazał się w Pixelu #37, którego nakład został już wyczerpany. Zapraszamy jednak do sklepu Pixela po inne wydania magazynu w druku oraz po cyfrowe wersje.
aktorzy z filmu gwiezdne wojny